Glitch art Q&A (PL)

Rozmowę przeprowadziła Maria Chrostowska w grudniu 2017 r.

1. Co właściwie stanowi o wartości glitchu? Jaki był klucz doboru prac na wystawę w 2015 r.? (czym są prace hyper curated?) Jak w ogóle odnaleźć się w takiej ilości plików?  

Co stanowi o wartości glitchu powiedzieć jest trudno tak samo jak w przypadku każdej sztuki, wybór może być bardzo arbitralny, subiektywny, jest mnóstwo czynników które się bierze pod uwagę, świadomie lub nie. Ja wyszłam z założenia, że wybór będzie warunkowany tym, do kogo kierujemy wystawę i jakie doświadczenie chcemy zaprojektować, oraz jakie praktyki w ramach glitch artu chcemy szczególnie docenić. Moim głównym celem było ukazanie różnorodności technik i efektów, jakie dane techniki dają, ale także pokazanie najbardziej wyróżniających się osobowości twórczych spośród członków Glitch Artists Collective. Była to pierwsza wystawa tego typu (zbiorowa, poświęcona w całości gliczowi jako nurtowi – w 2010 była już w Polsce wystawa Rosy Menkman), dlatego uznałam, że chcę widza z glitch artem zaznajomić, zaciekawić. Prowadził mnie mój własny zachwyt i żywa, autentyczna fascynacja – reszta kuratorów (od początku działałam wraz z Zoe Stawską, pomagali nam Jakub Zataj i Troy Ford, razem wybieraliśmy prace w 2015) jako bardziej doświadczeni „insiderzy” kolektywu GAC bardzo pomogli mi w rozeznaniu, który z artystów miał największy wkład w rozwój nurtu, jak na przykład odkrywanie kolejnych technik generowania błędów, ale też wpływał na zauważalne trendy wewnątrz grupy (jak np. triangularyzacja albo deep dream, z którym wszyscy eksperymentowaliśmy w tym samym czasie, a potem ktoś odkrywał jakąś nową technikę i tak dalej). Nieprzypadkowo zespół kuratorski składał się z kilku osób, wszyscy jesteśmy członkami GAC, Zoe i Troy byli wówczas adminami grupy i kuratorami fanpejdża. Wspólnie dyskutowaliśmy nad każdą pracą i każdym artystą, więc pod tym względem jest to holistycznie potraktowany temat – kolektywność to jest moim zdaniem jeden z najważniejszych aspektów glitch artu per se. Kurator wystawy grupy artystycznej musi chyba zawsze godzić się na trudne kompromisy, wielu artystów chciałoby się pokazać w szerszym zakresie, z wielu bardzo dobrych prac trzeba zrezygnować z uwagi na narrację wystawienniczą. Kilku odrzuconych we wstępnej selekcji autorów jednak włączyliśmy finalnie w całość wystawy, bo potrzeba było na przykład przeciwwagi lub właśnie uzupełnienia dla jakiejś „estetyki”/„podgatunku” glitchu. 

 

2. Z pozoru aestetyczna i dysharmonijna forma ma w sobie coś intrygującego. Co według Ciebie stanowi o atrakcyjności tej estetyki? 

Ja jestem od zawsze zafascynowana awangardą i wszystkim, co jest jeszcze nienazwane, nowe, a najlepiej w ogóle robione na opak. Dochodzi do tego jeszcze fascynacja nowymi technologiami połączona z lękiem przed nimi. [Odsyłam tutaj do mojego artykułu w książce Glitch art is dead, tam odpowiadam na to pytanie!]

Myślę że potencjał glitchu leży w dużej mierze w jego DIY charakterze, egalitarności. Każdy może w jakimś sensie partycypować w tej estetyce, obcuje się z nią poza galeriami sztuki – w internecie, na ulicy, w komunikacji miejskiej – stąd jej popularność w dobie internetu i wszechobecnych ekranów. Stąd też nazwa mojego projektu, Glitch art is dead – chcieliśmy zwrócić uwagę na to, że glitch art jako sztuka nieakademicka i w większości cyfrowa, rządzi się nowymi prawami, wykorzystuje element nowej rzeczywistości, w której funkcjonujemy, i dlatego obecność samego glitchu w reklamach, filmach itd., nie odbiera jej statusu sztuki, nie „zużywa” go.

Żyjemy wśród systemów, więc naturalną potrzebą jest ujarzmianie ich, próba zrozumienia. W artykule, który Ci podsunęłam, piszę o tym w kontekście mojego fanpejdża Błędy systemu w miejscach publicznych. Wydaje mi się, że ludzi to może fascynować także dlatego, że Glitch art jest trochę jak takie współczesne czarnoksięstwo: artysta glitchu zna system „od podszewki”, umie go „zaczarować”, tak by działał na jego usługi. To umieją też programiści, lecz do tego dochodzi jeszcze komponent kreatywności, osobowości twórczej, wykształcenie artystyczne, własny przekaz, taki sam jak w każdej innej sztuce. 

 

3. Jak widzisz możliwości zmaterializowania tego? Czemu sztuka, która z założenia powstaje w przestrzeni wirtualnej potrzebuje wystaw i publikacji?

To jest bardzo dobre pytanie. Domyślam się, że pytasz o wystawy i publikacje „klasyczne”, typu wydruki (lub ekrany) wiszące w galerii/muzeum, publikacje drukowane itd. Drukowanie didżitalu jest oczywiście trochę jak drukowanie internetu, jednak w dalszym ciągu jest tak że tego typu ekspozycja podnosi rangę dzieła sztuki, umożliwia kuratorowi jego pracę, a odbiorcy zrozumienie i kontakt z dziełem. Tutaj nie ma co świata pospieszać, digital curating, (np. w VR – Museum of Virtual Art czy ANTImateria, prowadzony przez Doreen A. Rios, która się naukowo zajmuje digital curating) rozwija się powolutku, nadal jest w niszy i jeszcze długo tak zostanie, osobiście nie widzę za bardzo konkretnego horyzontu do którego się zbliżamy, ale też nie szukam go na siłę, bo moje miejsce pokoleniowo jest w pewnym sensie właśnie na tym pograniczu. Gdy zakładałam GAID, prowadziła mnie chyba najbardziej chęć, którą określiłam jako „znalezienie miejsca sztuce cyfrowej w świecie niecyfrowym”. Zdaję sobie sprawę, że pojęcie „cyfrowy” jest bardzo śliskie, tak samo „postdigital” i „postinternet”, ale pozwalam sobie na nieprecyzowanie tego, bo uważam, że uczymy się tych pojęć na razie poprzez praktykę i język za tym będzie podążał.

 

4. Jak wyznaczyć graniczne terminy dla definiowania glitchu? Jak widzisz przyszłość glitchu, kolejne wystawy? Możesz mi zdradzić nad czym obecnie pracujecie?

Ja postrzegam Glitch art is dead jako taką platformę, od której każdy odbił się trochę we własną stronę. Odbiór naszych inicjatyw przekroczył wszelkie oczekiwania, już w przypadku drugiej edycji wystawy, która odbyła się w marcu 2017 r. w Minneapolis, USA, poczułam, że „stworzyliśmy potwora” 😉

GAC ma w tym momencie [2017] około 60 tysięcy członków, w naszym open callu wzięło udział około 300 osób (w przypadku drugiej wystawy poszerzyliśmy zakres twórców także do tych „niezrzeszonych”), a więc do przejrzenia mieliśmy około 2000 prac! Zgodziliśmy się wszyscy (ja, Zoe i Miles), że kolejna wystawa oparta na tej formule kompletnie nie ma sensu, bo jest to zwyczajnie za duża sprawa już. Artyści biorący udział w wystawie bardzo na tym skorzystali, galeria także – już na wernisażu sprzedała się znaczna liczba prac, a ostatecznie prawie wszystkie, więc był to sukces także komercyjny. Udział w wystawie i open callu był jednak darmowy, na to już nie moglibyśmy sobie pozwolić kolejny raz, tym bardziej, że nie dostaliśmy grantu, o który aplikowaliśmy w stanie Minnesota.

Mnie wydaje się, że dla kolejnych wystaw niezbędne będą „specjalizacje”, tak samo, jak GAC dzielił się na takie projekty-dzieci w miarę jak kolejni artyści dołączali do grupy (Tool Time dla dyskusji o technikach tworzenia glitch artu, sonic glitch dla glitchu audialnego, glitch aesthetic dla glitchu jako samej estetyki bez komponentu usterki, np. w architekturze, dizajnie itd). Ja sama mam poczucie, że nasz cel został osiagnięty – artyści poznali się osobiście, współtworzyliśmy warsztaty, wykłady, nawiązało się bardzo wiele relacji i kolaboracji; jeżeli chodzi o odbiorców – pierwszą wystawą zainteresował się amerykański The Creators Project, motyw glitchu został wykorzystany przez festiwal Krakowskie Reminiscencje Teatralne, który odbywał się w Teatrze Barakah jeszcze gdy nasza wystawa wisiała w galerii funkcjonującej przy teatrze. Słowem – masa ludzi dowiedziała się o glitch arcie, jacyś artyści poczuli, że jest sens to robić, ktoś w nich uwierzył, odnieśli materialne korzyści. Tak właśnie miało być. Nie mamy niestety sponsora, nie stworzyliśmy żadnej instytucji, nie nadaliśmy sobie osobowości prawnej, pokończyliśmy studia i wszystko rozbiło się o to, że każdy z nas jest teraz artystą, który musi jakoś żyć 🙂 Więc praca dla idei musiała siłą rzeczy trochę pójść na dalszy plan. Powiedziałabym, że trochę czekamy teraz na jakiegoś mecenasa, Zoe opuściła załogę na dobre, ale myślę że my z Milesem nie zdejmujemy nogi z bloków startowych i czekamy tylko na warunki, by jeszcze coś dalej razem zdziałać. Na pewno do zrobienia jest strona internetowa, ja chciałabym się zająć takim jakby archiwizowaniem początków GAID i glitchu w ogóle, bo myślę, że to będzie najbardziej wartościowe obecnie. 

Jeżeli chodzi o to, czym się zajmujemy, ja zajęłam się rozwojem własnego artystycznego projektu, czyli poezji interfejsu. (https://www.instagram.com/ale.png/ http://prowincja.art.pl/poezja-interfejsu-aleksandra-pienkosz/) Miles działa w swoim lokalnym środowisku w Minneapolis. Zoe robi fantastyczną robotę, ujarzmiając Glitch Artists Collective jako adminka. A jeżeli chodzi o inne osoby powązane z GAID, w ostatnim czasie najbardziej wyróżnia się chyba Kaspar Ravel, awansował na admina GAC, od razu też włączył się w sprawy związane z GAID. Myślę, że on jeszcze ma dużo do pokazania, bardzo prawdopodobne, że będą robić jakieś konkretne projekty podobne do tych w ramach GAID z Zoe. Są także pomysły na kolejne wystawy w Meksyku we współpracy z tamtejszym fantastycznym artystą, z którym nawiązałam kontakt poprzez instagram (Chema Padilla) oraz w Chicago za sprawą Jona Catesa, jednego z twórców kultowego już, pierwszego festiwalu glitchowego w 2010 roku (http://gli.tc/h/faq/), który zainteresował się GAID przy okazji wystawy w Minnesocie i tam nawiązał współpracę z Milesem. Na pewno warto też śledzić Dinę Karadzic i Vedrana Gligo z Chorwacji, twórców wystawy fu:bar expo, oni zrobili w ogóle masę pracy na rzecz społeczności gliczu. Oni zaczynali jeszcze wcześniej niż GAID, wszyscy się przyjaźnimy, więc niewykluczone, że powstanie jakaś fuzja. 

 

5. Rozumiem że efekty wizualne postępują wraz z rozwojem techniki, czy w takim razie glitch art przeniesie się też do 3D? a może są jeszcze jakieś nowe przestrzenie, o których nie mam pojęcia?

Glitch art w tym momencie jest już w największej mierze w 3D. Na open call wystawy w Minnesocie w 2017 dostaliśmy całą masę bardzo dobrych prac w 3D, podczas gdy w 2015 r. były to jednostki. Prekursorem i mistrzem glitchu 3D jest Mark Klink, a także Felix Rotschild, wszyscy aktywnie powiązani z GAC, Mark także z GAID. Kolejną nową przestrzenią jest VR, wszystko co związane z Nową Materialnością, Object Oriented Onthology. Jest jeszcze glitch „analogowy” czyli taki bardziej retro (VHS, VCR, Tachyon+, może nawet demoscena), bardziej osadzony w materialności niż w cyberprzestrzeni, a ja osobiście widzę jeszcze dużo potencjału w found glitchu, czyli „pure glitch” według Imana Moradiego – można to określić jako „spontaniczną twórczość maszyn” 🙂

 

6. Co sądzisz o funkcjonowaniu estetyki błędu w popkulturze? Mam na myśli np. teledysk Doroty Masłowskiej „Tęcza”. Czy taka estetyka odpowiada może odpowiadać gustom społeczeństwa w Polsce?

„Tęcza” to fantastyczny teledysk (piosenka też), uwielbiam Mister D, mało kto jak Masłowska wyczuwa to, co dopiero nadchodzi. Troszkę odpowiadam już na to pytanie w punkcie 2. powyżej, dlaczego to się ludziom może podobać. Ja ogólnie nie widzę nic złego w tym, że popkultura korzysta z błędu czy estetyki glitchu, bo to jest taki sam proceder, jak w przypadku każdego innego stylu sztuki lub technik twórczych, które były wykorzystywane komercyjnie. Ani typografia, ani kolaż nie zginęły przez ich umasowienie w np. reklamie czy mediach. Co innego konkretne dzieła sztuki – kubki z Moną Lisą może i zabiły dzieła Leonarda da Vinci, ale uważam, że glitchu nie da się w ten sposób zabić, bo jest to coś większego, niż wytwór wyobraźni jednostki. Glitch to jest element „ekosystemu” współczesności i nawet jeśli by się chciało go schować tylko dla artystów, to nie można tego robić, to nie ma żadnego sensu.

 

7. Na ile jest to ruch międzynarodowy? Czy można znaleźć miejsca koncentracji zainteresowania glitchem?

Glitch art to technika twórcza, narzędzie, tako samo jak każde inne narzędzie, natomiast glitch jest dosłownie wszędzie tam, gdzie jest nowa technologia. Jeżeli chodzi o skupiska artystów glitchu, to na pierwszym miejscu jest zdecydowanie USA, potem chyba Europa – Francja, Belgia, Wielka Brytania, Polska ma wspaniałą i bardzo mocną reprezentację, Chorwacja, Holandia, sporo ludzi z Turcji też próbuje swoich sił w glitchu; ale też bardzo zauważalne są takie kraje jak Brazylia i Meksyk które mają świetnych, nowatorskich artystów i konkretne działania. Rosja, kraje azjatyckie, Australia – znam pojedyncze osoby. Są kraje, które dużo inwestują w badania nad digital culture, ale nie zawsze przekłada się to na żywą sztukę, jak jest np. w przypadku Norwegii. To jest ciekawy temat i wart zbadania, bo niektóre kraje (takie jak Dania) są zupełną pustynią w tej dziedzinie, chociaż warunki wydawałoby się, że są tam sprzyjające.

 

8. Na ile estetyka glitchu jest tylko pewnym efektem wizualnym, a na ile jest nośnikiem treści? Jak szukać klucza do interpretacji?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. To zależy od artysty – pod warunkiem, że mówimy o świadomym zastosowaniu glitchu z całym jego społecznym i rzemieślniczym „inwentarzem”, a nie o filtrze z Instagrama czy Final Cuta (który to też nie jest całkiem przekreślony jeśli chodzi o artystyczny potencjał, ale o tym nie mówimy w tym momencie). To znowuż jest podobne do innych technik: jak ktoś umie używać pasteli i tworzy sztukę, to zrobi nimi dobre dzieło, a ktoś inny nałoży efekt pasteli w photoshopie na portret swojej dziewczyny. Glitch niesie ze sobą pewne oczywiste skojarzenia, jest trochę niepokojący i często używany np. w filmach, które mają wywołać uczucie niepokoju, jest on bowiem czymś niepożądanym, zaburzeniem. Ale równie dobrze można zglitchować coś tak, że jest to atrakcyjne, a nawet przypomina malarstwo, taki efekt np. daje format .webp. Glitchowanie to technika dająca ogrom różnych możliwości i efektów wizualnych, dlatego jest z nim w wielu aspektach tak samo, jak z każdą inną techniką, i ze swojej strony zachęcam, by patrzeć na glitch arty jak najszerzej.